
Na dworze zimno, ślisko i ponuro. Cały sprzęt fotograficzny chwilowo został odłożony „na półkę”, więc czas na odświeżenie ubiegłorocznych materiałów.
Dzisiaj trochę offtopic’owo. Co wspólnego ma zabytkowy samochód z tym blogiem? Z pozoru niewiele, ale w rzeczywistości dosyć dużo. Mianowicie właściciela
.
Na początku minionego roku razem z grupką przyjaciół w ramach hobby pod tytułem „sporty ekstremalne”
kupiliśmy auto Warszawa 223 z 1970 roku. Sprowadziliśmy je spod niemieckiej granicy. W momencie zakupu jedynym elementem, które klasyfikowało te prawie 2 tony blachy jako samochód było nadwozie. Silnik ledwo odpalał, hamulce nie działały, prędkośc maksymalna wynosiła 20km na godzinę przy ogromnym pisku mostu i stukaniu skrzyni biegów plus mnóstwo innych „detali”, np. światła stopu zapalające się tylko przy otwartych drzwiach kierowcy. W skrócie „motoryzacyjna padlina”.

Kilka miesięcy później po wielu godzinach spędzonych pod, nad, obok i „w” samochodzie Damulka zaczyna jeździć po Warszawie. ![]()
Godziny spędzone przy renowacji podwozia, wnętrza, tapicerki, elementów silnika, wymianie i przerobieniu instalacji elektrycznej dają niesamowite wspomnienia. Radość i złość – uczucia przeplatające się przy tej „przygodzie”.

Mnóstwo ciekawych i niepowtarzalnych wspomnień. Momentami nawet szkoła życia, ludzkich zachowań i uczciwości. Temat znacznie dłuższy niż możliwości tej blogowej zajawki.
Miłego oglądania…
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() |
![]() |





